Bloog Wirtualna Polska
Są 1 129 163 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


1. Zagubienie

piątek, 19 marca 2010 20:58
 

Niebo zaczynało być już granatowe i pokazywać się na nim drobne gwiazdy.

Ciasną drogę ukazywał mi lekko znad koron ogromnych drzew księżyc w pełni.

Było zimno, mokro i ponuro. Cała drżałam jak osika i zbierało mi się co raz bardziej do płaczu. W gardle zaczynała się pojawiać gula, która nie przepuszczała mi powietrza.

Co chwilę przelatywałam wzrokiem po ciemnych i potężnych drzewach otaczających mnie.

- Cholera. To nie był naprawdę dobry pomysł.- mruknęłam pod nosem i owinęłam się szczelniej cienką bluzą, gdy otoczył mnie mroźny wiatr.

Spojrzałam ponownie na niebo i na twarz mi zleciały pierwsze, zimne krople deszczu.

No świetnie!

Byłam przemarznięta, zmęczona, głodna, śpiąca, biedna i zapłakana. Ach! i Brudna! Ale to tak poza nawiasem już.

Miałam na sobie podarte w kilku miejscach jeansy, które wcześniej były jasne, lecz teraz... oh! A do tego czarną bluzę zarzuconą na zwyczajny t-shirt. Moje włosy z pewnością by wygrały nie jeden konkurs na najlepszy strój Haloveen.

Moje ciało było w kilku miejscach poobijane i poranione przez krzaki oraz boleśnie skrzypiało i jęczało niczym u staruszki, gdy się próbowało zrobić jakiś większy krok czy coś przeskoczyć.

Byłam naprawdę zażenowana.

Do tego jeszcze ten deszcz!

Poprawiłam sobie plecak na ramieniu w którym znajdowało się parę ubrań na przebranie- które po tak dużej podróży na pewno w cale nie były lepsze niż strój który miałam teraz na sobie  i do noszenia się z pewnością na nawał- oraz moja ulubiona książka i legitymacja szkolna. W kieszeni jeansów miałam jeszcze paczkę dropsów. Ostatnich dropsów. I ostatnio moje pożywienie.

Szkoda mówić, gdzie przepuściłam pieniądze, które miałam parę tygodni wcześniej przy sobie.

Chociaż słowo ,,przepuszczenie" nie można uznać za prawidłowe. Ja je przepadłam.

Wydawałam je głównie na taksówki, autobusy i jedzenie. W końcu żyć z czegoś musiałam a wiadomo też, ze nogi czasem także nie wytrzymają i nie mają wbudowanej mapy Ameryki.

- Nie. To nie był naprawdę dobry pomysł.

Ale cóż mogłam zrobić?

Do przeszłości wracać nie chciałam.

Tak więc nie miałam wyboru. Byłam zmuszona iść na przód.

Westchnęłam cicho, nałożyłam kaptur na głowię i przeszłam pomiędzy Kolejnymi drzewami wydającymi się ciągle takie same.

Zaczęło być już co raz ciemniej, co raz mroczniej, o raz zimniej i co raz bardziej mokro. Deszcz jak na złość był zimniejszy od wiatru i okropny.

Nagle straciłam równowagę przewracając się o korzeń i uderzyłam o twardą i wilgotną ziemię.

Kurde!

Spojrzałam na nadgarstek i pomiędzy brudem zaczęła się sączyć czerwona krew z rozciętej rany.

- Kurcze! Ała!- skuliłam się próbując zrobić cokolwiek z obolałym nadgarstkiem i zaczęłam płakać gorzko.

Nagle wokół mnie zaszumiały dziwnie Krzewa powodując u mnie dreszcze. Rozejrzałam się przestraszona a serce zaczęło bić mi co raz szybciej.

Ciemność w pewnym sensie była zwyczajna, w porządku... ale nie teraz. Teraz pragnęłam jasności, ciepła i słońca.

Zaczęłam się naprawdę bać.

Nie wiedziałam co prawda czego, ale gdzieś w głowie mówił mi cichy głosik bym uważała.

Mogłam się rozglądać tak do końca życia a i tak bym nie zgadła skąd czułam, że coś mnie bacznie obserwuje powoli przechodząc raz w jeden raz w drugi.

Byłam pewna, że coś mnie ogląda.

Skuliłam się jeszcze bardziej i dalej obracałam głowę w rożne strony.

- Hej?- Jeju. Nawet nie wiedziałam, że mam tak bardzo przestraszony i rozedrgany głos!- Hej! Jest tu ktoś?

Chciałam wyszeptać na pomoc, ale po policzkach popłynęły kolejne łzy a nadgarstek zaczął mocniej pulsować.


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

2. Ku pomocy

piątek, 19 marca 2010 21:47

- Hej. Czy ktoś tu jest? Wyjdź- powiedziałam trochę pewniej ocierając po kryjomu łzy.

Po chwili zza krzaków ujrzałam wychodzącego z rękoma do góry w geście poddania przystojnego chłopaka.

Był naprawdę przystojny, ale nie mogłam go dokładnie dojrzeć z kilku powodów:

Po pierwsze  byłam zapłakana, po drugie było ciemno a po trzecie on sam był ubrany na czarno co się zlewało z resztą.

Zresztą byłam już tak zmęczona, że wszystko mi się łączyło w całość.

- Spokojnie. Nic Ci nie zrobię- miał łagodny i ciepły głos. Spokojnie podchodził do mnie dalej mając ręce w górze.

Mimowolnie cofnęłam się trochę do tyłu, aż w końcu zauważyłam, ze to na darmo, gdy dojrzałam, że chłopak stoi tuż nade mną wpatrując się we mnie.

Z pewnością usłyszał jak szybko oddycham, jak moje serce szamocze się w ciele. Na pewno widział pomimo ciemności, że mam całe mokre od łez i przestraszone oczy.

Zwinęłam się jeszcze bardziej w kłębek.

- Hej... obiecuję, że Cię nie dotknę- wyszeptał. Poczułam ,że kuca przy mnie. Wziął głęboki wdech a potem się cofnął o krok.

Śmierdzę?

Nie.

Przekroczył granicę bliskości.

- Co tu robisz o tak późnej nocy w ciemnym lesie?- zapytał. Podniosłam głowę i zobaczyłam krótki błysk w Jego oczach odbijający się od fragmentów księżyca.

Stwierdziłam, że piękniejszych oczu chyba w życiu jeszcze nie widziałam i już nie zobaczę. Piękne, płynne złoto otoczone wachlarzem długich rzęs.

- Mogłabym się Ciebie zapytać o to samo- wyszeptałam.

Chłopak mimowolnie się uśmiechnął do mnie ciepło.

- Spacerowałem z bratem. Mój dom jest niedaleko.

- Och. Zgubiłam się.- powiedziałam trochę pewniej. Czyli już miałam jako taką pewność, że chłopak ani mnie nie śledził ani nie był jakimś zbirem, zabójcą czy czymś tam innym. Aż strach pomyśleć, by mógł być gwałcicielem. Przecież on jest taki... inny.- Można powiedzieć, że zgubiłam się już nawet w swoim życiu- wymruczałam do siebie pod nosem mając nadzieję, że nie doszły słowa do osoby kucającej przy mnie i przyglądającej mi się.

Złapał delikatnie za moją rękę dotykając materiału bluzy i obejrzał ranę na nadgarstku.

- Ałć. Boli?- zapytał krzywiąc się. Albo mi się wydawało, albo zaciskał zęby.

- Tylko trochę- skłamałam. Ręka co raz bardziej bolała. Nic dziwnego. W ranie były zabrudzenia i zakażenia oraz już prawie cała ręka była w czerwonej cieczy.

Zgrabnym ruchem wyjął chusteczkę higieniczną z kieszeni i owinął mi ją wokół ręki.

- Czy możesz wstać?- zapytał. Wstał pierwszy i wyciągnął do mnie dłoń. Gdy zobaczył, że stojąc się zachwiałam objął mnie delikatnie w pasie.

- Dobrze się czujesz? Mdli Cię? Źle reagujesz na krew?- spytał. Czułam na swoim ciele jego ręce i były zadziwiająco bardzo zimne. - Hej...- złapał mnie jeszcze mocniej, gdy zauważył, że moje nogi się rozpływają.

Faktycznie zaczęło mnie mdlić, gdy zobaczyłam ile to krwi spływa i poczułam jej zapach. Kręciło mi się w głowie i nie mogłam ustać porządnie. W uszach mi dziwnie huczało.

- Kurcze... oddychaj- nie żądał ode mnie odpowiedzi. Oprał mnie o drzewa i poklepał po policzkach. Był strasznie zimny i teraz faktycznie zauważyłam, że mówił przez zaciśnięte zęby.

Co do choroby z nim?

Wzięłam głęboki wdech, ale to mi pogorszyło sprawę.

Pozwolił mi się osunąć na ziemię i ponownie skulić.

- Kurde. Moment- ujrzałam, że sięga po komórkę i wybiera jakiś numer. Usłyszałam jakby z daleka jak mówi ,,wracaj" a potem ponownie powrócił do mnie.

- Nie możesz tu zostać. Jedziesz z nami.

- Nami?- wyjąkałam. Moja głowa była co raz cięższa a w oczach widziałam tylko pojedyncze punkciki zmieniające kolor.

- Jestem z bratem. Mówiłem Ci. Za chwilę tu będzie. Wytrzymasz?

- Ale...

- Nie dyskutuj. Oddychaj- powiedział trochę ostrzej.

Nie posłuchałam się go i oddychałam swoim tempem, ale za to było mi dalej źle. Czułam jak mimowolnie po policzkach lecą mi kolejne łzy.

Nie wiem ile czasu minęło, ale nagle usłyszałam drugi, męski, twardy głos.

- Co jest?

- Pomóż- odpowiedział miękki głos.

Poczułam jak zostaję obejmowana w pasie bym ustała.

- Ale...

- Cicho. - ktoś wyszeptał. Próbowałam zrobić  krok bez niczyjej pomocy, ale się nie udało. O mało co się nie przewróciłam.

W następnej sekundzie zorientowałam się, że zostałam wzięta na ręce i Jestem gdzieś niesiona. Czułam na skórze zimny powiew powietrza i czyjąś twardą pierś jeszcze bardziej zimną.

Oddychałam przez usta i miałam zamknięte oczy próbując uspokoić organizm.

- Hej... słyszysz mnie?- usłyszałam głos

- yhm- wysiliłam się.

- Kiedy ostatnio coś jadłaś?

Jeju... kiedy ostatnio coś jadłam? Musiałam poważnie się zastanowić i skupić, by móc odpowiedzieć.

- Wczoraj wieczorem suchą bułkę.

Po krótkim czasie poczułam spod przymkniętych powiek dziwną jasność i usłyszałam czyjeś przerażone głosy.

- Kto to?

- Co się dzieje?

- Jezu... ona żyje?

Padały różne pytania. W tej chwili cieszyłam się, że jedyną czynnością jaką mogłam pełnić w miarę normalnie to myślenie oraz lekkie oddychanie ustami.

Nagle zrozumiałam, ze postać która mnie niosła położyła mnie na czymś miękkim i dalej była nachylona nade mną.

Uchyliłam powieki i ujrzałam czyjąś przystojną twarz w mniej więcej moim wieku.

To był ten chłopak.

Miał piękną kasztanową czuprynę, teraz z drobinkami deszczu, złote oczy, bladą cerę i ładne niczym wyrysowane usta. Na pewno był wyższy ode mnie i widziałam, ze był dobrze zbudowany. Wyglądał dosyć poważnie, ale i przystojnie w czarnym podkoszulku, bluzie i spodniach.

Ponownie przy mnie ukucnął wpatrując się we mnie.

- Co...

- Jak się czujesz?- wyprzedził mnie

- uh...- skrzywiłam się. Chęć do wymiotowania odeszła, ale pozostały mdłości, drżenie ciała i kręcenie się w głowie.

- Edward, przejdź proszę- usłyszałam kolejny głos i jeszcze bardziej poważny. Jednak również ciepły i opanowany.

Edward?

Edward?

Ładnie. Bardzo ładnie.

W następnej koło chłopaka znalazł się dojrzały mężczyzna z jasnymi włosami, takimi samymi oczami i jasnej cerze. Jednak na Jego 30-letniej twarzy było mniej strachu niż na innych.

Jego zimna ręka dotknęła mojego czoła, a potem drugiego, zdrowego nadgarstka.

- Witaj. Jestem Carlisle Cullen. Jak się czujesz? Mdli Cie? Kręci Ci się w głowie?

Pokiwałam głową nie mogąc nic powiedzieć. Czułam się strasznie wymęczona a w ustach miałam suszę.

- Edward, przynieś proszę moją torbę. Trzeba się zająć nadgarstkiem. Alice. Gdybyś mogła. Przynieś zwilżony ręcznik i naszykuj ubranie na przebranie Jej. - niczym echo doszły mnie słuchy potakiwania, lecz odgłosów kroków już nie. Huczenie w uszach tylko trochę przeszło.

Carlisle przez ten czas wziął krzesło i usiadł przy mnie oglądając mój nadgarstek i resztę ciała, czy się gdzieś jeszcze nie poraniłam.

Skrzywiłam się, gdy zdejmował mi bluzę i rozpinał bluzkę.

Byłam już nie tylko speszona, ale i skrepowana i przestraszona.

- Spokojnie. Jestem lekarzem. Przysięgam, że nic Ci nie zrobię niewłaściwego. Nie musisz się bać- jego głos był naprawdę ciepły i uspakajający. Jakby wlewał we mnie opanowanie i zaufanie.   Nagle przekręcił głowę, gdy rozpiął jeden guzik bluzki.- A reszta idźcie się gdzieś przejdźcie lub zróbcie coś do jedzenia. Dziewczyna jest widać wykończona.

- Dlaczego...

- Rosalie. Nie teraz.

- Żebyś potem nie żałował.- zauważyłam czyjeś piękne długie włosy ,a potem widok zasłonił mi powrót Edwarda z torbą oraz drobnej dziewczyny z ręcznikiem w ręku. Miała kruczoczarne, krótkie włosy sterczące niesfornie na różne strony a o ubraniach mogłybyśmy wiele pomówić. Choćby o trochę innych odmianach, lecz o tej samej wysokości półek pochodzących z nich. Widać było, ze dziewczyna ma gust.

- Proszę- powiedział chłopak podając torbę. Carlisle przejął od dwóch postaci rzeczy  i je położył na kolanach. Chwilę pogrzebał w czarnej, skórzanej, lekarskiej torbie, aż nagle zauważyłam jak wykłada na stolik różne rzeczy.

Jezu! Powiedzcie, że to nie jest igła!

Przegryzłam zakłopotana wargę i przeniosłam wzrok na oczy moich rówieśników. Były zaniepokojone i jakby... przestraszone.

- Jeśli chcecie możecie dołączyć do reszty. Dziękuję. Już nie potrzebuję pomocy- powiedział Carlisle kładąc mi ręcznik na czole. Okazało się być to zbawienie. Materiał był wilgotny i letni, a jednak kojący. Nie mogłam się oprzeć, by na chwilę nie zamknąć oczu i nie westchnąć. To była naprawdę ulga. Głowa trochę mniej bolała i przestało mi już huczeć w uszach.

Gdy ponownie otworzyłam oczy, zobaczyłam jak za Carlislem stoi już sam Edward dalej z zaciśniętą szczęką.

Doszły mnie ciche szepty z innego pomieszczenia.

- Edward, nie...

- spokojnie.- zapewnił chłopak mężczyznę. Poczułam pieczenie na nadgarstku. 

Zasyczałam i nie patrząc się na rękę przyglądałam chłopakowi.

- Masz rację. Nie patrz się- uśmiechnął się delikatnie do mnie. Jego głos lekko drżał. Nie miałam siły się zastanawiać czemu tak reaguje a Carlisle ich wszystkich wygania. Czy ja umieram? A może czymś zarażam?- A tak przy okazji. Jestem Edward Cullen.

- Isabella Swan- odpowiedziałam. Odchrząknęłam i dopowiedziałam- ale proszę mów mi, Bella.

- Oczywiście. Jeśli sobie tego życzysz, tak będzie.

Wow. No to już było wielkie Wow.

Czy ja powróciłam do swojej przeszłości  czy może cały świat jest taki... szarmancki?

____________
no! No to tak na początek dwa. :)
Mam nadzieję, że podoba się.
Bardzo proszę o komentarze. :D :*
Wkrótce nowy wpis....


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

3. A po wrażeniach następuje sen

poniedziałek, 22 marca 2010 20:21

- Już prawie kończę- zakomunikował  po paru minutach Carlisle dalej będąc nade mną i robiąc mi przy nadgarstku. Ani na chwile nie spuszczałam wzroku tyko patrzyłam się na Edwarda. Wydawało mi się, że po pewnym czasie trochę się rozluźnił i normalnie już oddychał nie mówiąc przez zęby. A jednak kątem oka mogłam dostrzec, że ma zaciśniętą rękę w pięść, aż mu knykcie pobielały.

- Będzie szycie? - zapytałam spięta. Co jakiś czas coś mnie szczypało lub piekło, lecz nie było to na tyle nieprzyjemne bym uciekła z domu krzycząc. Zresztą. Było mi tu w miarę dobrze. Światło przestało tak mocno dręczyć moje oczy a moje ciało zaczynało się ogrzewa. Jednak w środku i tak dalej cała drżałam i mnie mdliło.

- Już było, Bello.

- tak?

- tak. Ale tylko kawałek. Nie było dożo pracy przy tym.

- Och.

Poczułam coś zimnego na nadgarstku, a potem już tylko jeden, dręczący ból.

- Możesz już patrzyć- poinformował mnie Edward. Nie miał mi za złe, że się ciągle na niego patrzyłam. On również spuszczał ze mnie wzroku, co było w tym przypadku miłe. Zachwycałam się płynnym złotem Jego oczu, oryginalną, niespotykaną kolorystyką jego bujnej czupryny i pełnymi wargami.

Odwzajemniłam jego uśmiech i przeniosłam wzrok na nadgarstek, który był ładnie owinięty bandażem spod którego wystawał jeszcze plaster. Gdzie niegdzie ciało było jeszcze czerwone, ale główna rana byłą perfekcyjnie zakryta i schowana.

- Alice Ci przyniosła ubrania, byś mogła się przebrać.  Za chwilę dostaniesz coś do jedzenia, z pewnością jesteś głodna- odezwał się mężczyzna siedzący przy mnie.

- Dziękuję. Za wszystko. Jestem naprawdę wdzięczna za wszystko. Gdyby nie...

- Och, daj spokój Bella. Przecież nie można było Ciebie zostawić w takim stanie samej w tym wielkim lesie. Nigdy nie wiadomo jakie się po nim szwędają... zwierzęta. - powiedział spokojnie Edward. Carlisle wstał zbierając resztki po opatrunkach, igły itp. i przepuścił chłopaka, który pomógł mi usiąść i poprawił mi ręcznik. Podał mi szklankę z wodą i jakąś tabletkę.

- Co to?- spytałam.

- środek przeciwbólowy. Lepiej połknij, nie pożałujesz. Wierz mi.- wzruszyłam ramionami i wedle prośby połknęłam tabletkę.

Wiedziałam, że przez nią będę za chwilę jeszcze bardziej senna niż już byłam.

Rozejrzałam się po pomieszczeniu w jakim byłam. Teraz już w nim byłam tylko Ja i Edward, bo Carlisle gdzieś się ulotnił.

Przeważała tu biel i jasne drewno.

Leżałam na jasnej, skórzanej kanapie z miękkimi poduszkami. Podłoga była przykryta kremowym dywanem lub drewnem. Panowała tu przestrzeń a jedna ściana była cała szklana. W rogu widziałam piękny fortepian a na nim czerwone róże.

- Jak się czujesz?- zapytał Edward stojący dalej nade mną.

Zdziwiłam się, że ciągle stał w jednym miejscu ledwo co się poruszając. Normalnie Ja bym już dawno musiała usiąść.

- Średnio.- powiedziałam dotykając głową i przymykając oczy.

- Poczekaj. Za chwilę dostaniesz coś do jedzenia- nakrył mnie kocem i poszedł bezszelestnie w stronę jak się domyśliłam kuchni.

Głowa zaczęła się robić strasznie ciężka, a oczy same mi się zamykały. Nie wytrzymałam w końcu i się oparłam wygodnie o oparcie kanapy.

Było tak cicho i ciepło...

Nawet nie zauważyłam kiedy spokojnie sobie usnęłam wtulona w poduszkę i otulona mocno kocem skulona w kłębek i oddychając sobie przez usta.

Tak cicho i ciepło...


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

4. Osamotniona marionetka

sobota, 27 marca 2010 18:41

.

Gdy się przebudziłam za oknem było dalej ciemno a deszcz uderzał o szyby. Zadrżałam, ale nie z zimna.

Zauważyłam, że zostałam rozebrana i przebrana w jakąś długą koszulkę z napisem Nike i podpisem Woman. Na czole miałam drobne kropelki potu, czułam jak gorąco uderza mi do głowy a nadgarstek bardzo boli.

Rozejrzałam się po pomieszczeniu i o dziwo nie leżałam już na kanapie, lecz na ładnym łóżku a salon został zastąpiony czyimś pokojem w którym znajdowała się wieża stereo, dużo płyt i książek.

Wsparłam się na łokciu przeczesując ręką włosy i usłyszałam łagodny głos:

- Obudziłaś się.

Spojrzałam w róg a z niego powoli wyszedł poznany mi niedawno przystojny i wysoki chłopak o kasztanowej czuprynie.

Stanął przede mną, wziął sobie krzesło spod biurka, przysunął je sobie do mnie i usiadł na nim wpatrując się we mnie.

- Cały czas ty byłeś?- zapytałam szeptem. Zwróciłam uwagę na to, że bardzo mnie piekło gardło i w głowie szumiało, jakbym mocno zaszalała na imprezie.

- Tak. Jak się czujesz? Tylko szczerze-  pomachał mi palcem przed nosem.

- uh! Jestem trochę.... Taka jakaś.... Dziwnie to określić. Boli głowa.

- nie zdziwiłbym się gdybyś nie była naziębiona. Jak długo tkwiłaś w tym lesie?

- ehm... ze dwa dni?

- No to się nie dziwię- odruchowo nakrył mnie kocem, gdy zauważył, że materiał zsuwa mi się z ciała pokazując krótką koszulkę. Zarumieniłam się i przytrzymałam materiał sobie ręką na piersi.- A jak się tak....

- szwędałam?- dokończyłam za niego a ten pokiwał lekko głową. - dosyć długo. Z miesiąc na pewno- powiedziałam cicho spuszczając głowę.

Z ust Edwarda wydobył się cichy jęk a oczy zabłyszczały.

- Bello. Kim jesteś? Skąd pochodzisz? Nikt Ciebie nie poszukuje?

Przegryzłam wargę zakłopotana.

Nie miałam za bardzo ochoty rozmawiać o tym a w szczególności w środku nocy z tymi bólami.

A jednak musiałam o tym w końcu powiedzieć.

- Jestem Ci winna wytłumaczenie. Masz rację.- powiedziałam ciszej.

- Chyba nie jest aż tak źle?

Skrzywiłam się.

- Naprawdę chcesz znać moją prawdę, Edward?- spojrzałam mu się w oczy.

- Tak. Choćby była najokropniejsza to proszę Cię o całkowite opowiedzenie. Mogę Ci pomóc.

Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić bawiąc się rogiem miękkiego koca.

- Nazywam się Isabella Marie Swan. Pochodzę z Phoenix z dworu Swanów. Moi rodzice Renee oraz Charlie mają jakby to nazwać?... dosyć dobrze rozbudowane korzenie drzewa genealogicznego oraz dosyć duży... skarbiec. Jednak się wszystko zmieniło od momentu, gdy 3 miesiące temu... zginęli w wypadku. Kierowca limuzyny się upił i po prostu... zginęli.

- Och, Bello- powiedział cicho jednak się nie poruszył w moją stronę.

- Daj mi proszę dokończyć. Dom co prawda został przepisany na mnie i na mojego brata, ale zostaliśmy pod opieką naszej wrednej ciotki. Siostry rodzonej mojej matki. Już za życia moich rodziców nie było gładko. Wymagali od nas prawidłowego zachowania a jeansy mogłam nosić, gdy tylko oni tego nie widzieli. Cały czas spódniczki, podkolanówki lub sukienki do połowy łydek. Czułam się jak w jakimś klasztorze czy czymś- wzdrygnęłam się. Edward dalej siedział jak kamień wpatrując się we mnie ze skupioną miną- Trudno to sobie wyobrazić w takich czasach, prawda? - mimowolnie lekko się uśmiechnęłam do niego- Ale jednak taka jest prawda. W końcu nie wytrzymałam przebywania z moją wredną ciotką. Dawała okropne kary za byle co. Na przykład za to, że w poniedziałek założyłam sukienkę w czerwoną kratkę szkolną a nie czarnej spódniczki i podkolanówki lub, że na kolację zjadłam co innego niż Ona żądała. Za B z jakiegoś przedmiotu miałam karę nie wychodzenia z przez dwa tygodnie z domu a szofer miał mnie zawozić tylko do szkoły i zaraz potem szybko wracać do willi. Ona była naprawdę okropna. Mój brat Tom po prostu ja jednym słowem olewał i gdy ta wyjeżdżała w gościny do kogoś ten się gdzieś wymykał lub wyprawiał różne głupoty.

- A ty?- okazało się, że głos troszkę miał zachrypiany i szybko odchrząknął. - Ty nie robiłaś tak jak On?

- Nie. Nie mogłabym. To nie w moim fachu. Ja tak nie potrafię. W końcu po dłuższym czasie się zbuntowałam, pokłóciłam się z nią, spakowałam parę rzeczy do plecaka i nie chcąc za daleko iść wyszłam z domu i już nie wróciłam. Miałam dosyć takiego życia. Zresztą... to nawet nie było życie.

- To na pewno. Co się działo przez ten cały czas? Gdzie się podziewałaś?

- Wiedziałam, że mój ojciec czasem tu przyjeżdżał odpocząć od całego świata. Więc postanowiłam pójść w jego śladu i tu jakoś dotrzeć. Powoli kończyły mi się pieniądze a spałam po parę godzin gdzie się dało. Jednym słowem po prosta się szwędałam jak żebrak.

- Trudno jest być żebrakiem, gdy tak naprawdę jest się... panienką z dworu Swanów.- posłał mi lekki uśmiech a ja go odwzajemniłam.- Nikt Cię nie szuka, Bello? Ta ciotka...

- Nie. Ona nawet nie zatęskni za mną. Może trochę Tom tęskni, ale on sam mnie rozumie. Wie, że ja nie żyłam. Byłam tylko głupią marionetką, którą można rządzić. Przyjaciół za bardzo nie miałam, bo po śmierci rodziców przepisano mnie do innej szkoły prywatnej i nie zdążyłam się jeszcze zapoznać za bardzo z nikim. Ciotka na pewno wszystko wymyśli przed ludźmi, że albo zachorowałam i pojechałam do jakiegoś sanatorium lub coś innego tylko, że nie uciekłam po wielkiej kłótni z nią. Widać było, że z niechęcią mnie i Toma przyjmuje pod swój dach tak więc teraz płakać na pewno nie będzie.

- Przykro mi- uklęknął przy mnie.

- Nie potrzebnie. Dopiero teraz zaczęłam czuć życie.

- Bello...

- tak?

- Chciałbym byś została tutaj. Załatwimy wszystko. Nową szkołę, opiekę, pokojów mamy pod dostatkiem. Zostaniesz tutaj? Nie mogę żyć ze świadomością, ze za chwilę miałabyś stąd wyjść taka poobijana i dalej się gdzieś wałęsać.

- Edward...

- Proszę. To może dziwne, ale poczułam się wobec Ciebie... odpowiedzialny. Czuję się tak jakby przypisano mi opiekę nad Tobą, więc proszę Cię.

 - Ale ja Jestem obca da Was. Ja wszystko często niszczę. Popsuję wasz harmonogram życia...

- harmonogram, którego nie ma tutaj, Bello. Nie jesteś już dla nas obca. Dużo powiedziałaś mi o sobie i pragnę Cię poznawać dalej, bo jesteś naprawdę ciekawą istotą.

Uśmiechnęłam się do niego czule, a on mi to odwzajemnił z taką samą siłą.

Poczułam, że właśnie trafiłam do nieba.  

-  Dziękuję. Z chęcią tu zostanę.



_____________
Czekam na komentarze. :) :*  


Podziel się
oceń
15
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 24 listopada 2014

Licznik odwiedzin:  6 524  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Galerie

Archiwum

O mnie

Na ogół to szalona i trochę cicha.
Kocham czytać książki oraz je pisać oraz uwielbiam sagę Zmierzch.
Wiele by pisać o mnie bo mam naprawdę szereg różnych takich tam zainteresowań, więc narazie tyle.
A o to mój email, gdyby ktoś chciał zgłosić jakąś reklamację (hehe):
przema66@amorki.pl
Oraz na naszą klasę:
http://nasza-klasa.pl/profile/30237516
Pozdrawiam!

Główne postacie:

Isabella Swan: Drobna dziewczyna pochodząca z dość bogatego domu. Po śmierci rodziców zostaje przeniesiona z bratem do wrednej ciotki. W końcu Bella postanawia uciec i odnaleźc prawdziwą siebie i...

więcej...

Isabella Swan: Drobna dziewczyna pochodząca z dość bogatego domu. Po śmierci rodziców zostaje przeniesiona z bratem do wrednej ciotki. W końcu Bella postanawia uciec i odnaleźc prawdziwą siebie i zobaczyć jak wygląda naprawdę życie. Wszystko się zmienia, gdy spotyka pewnego chłopaka.... Edward Cullen; Przystojny, bogaty, dobrze wychowany, opiekuńczy. Cechy ideału. Jednak czy uda mu się być taki, gdy pod dach domu wchodzi urocza dziewczyna... czlowiek?

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 6524

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl